BYLI jedynymi Polakami. Gdy się przedstawiali, na twarzach po­jawiało się zdumienie: \"A co wy tu robicie?!\". Wyjazd był okrutnie drogi, bo do High Point w Pół­nocnej Karolinie, które jest wiel­kości naszego Stargardu, jechali w kwietniu łamaną trasą. Ale to co zobaczyli w tej meblowej doli­nie, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.

- Weryfikacja do wejściówek była na miesiąc przed imprezą. Musieliśmy wykazać się działalnością gospodarczą, standingiem, fakturami, odpowiednim wykształceniem, przygotowaniem zawodowym - wylicza warunki zaproszenia Piotr Droński. Sprawdzanie przyszłych gości do Międzynarodowego Centrum Meblarskiego w High Point wynikało również z kosztów imprezy: darmowych smakowitych posiłków, kosztownego klimatu targów, który czasem potęgowały dźwięki harfy i innych instrumentów muzycznych. - Wielu przedsiębiorców z bran­ży meblowej w kraju nawet nie słyszało o tej miejscowości.

Miasteczko High Point to jedna wielka hala targowa.

Tymczasem ekspozycje pochłaniają tam całe zaadaptowane pod targi miasto. Każdy budynek, często o oryginalnym kształcie, to hala targowa. Łączna powierzchnia wystawiennicza wynosi 3,5 min stóp kwadratowych, czyli około miliona metrów kwadratowych - mówi architekt Agnieszka Dębowska, która w firmie Droński-Wierzbicki zajmuje się projektowaniem wnętrz.

To jest nie do przejścia, bo jeden budynek to prezentacja jednej firmy - dodaje Droński. W High Point jest wszystko, również wyposażenie wnętrz, oświetlenie, wystrój. Nie spotkacie tam jednak tabunów zwykłych zjadaczy chleba, którzy przychodzą tylko po to, aby się rozerwać i przy okazji zabrać wszelkie kolorowe foldery i katalogi. Tam przyjeżdżają umówieni fachowcy - architekci, projektanci, handlowcy, hurtownicy. Rynek mebli w USA jest zdecydowanie inny od europejskiego. Same meble są większe, bardziej miękkie są obicia i siedziska, a sam styl dla nas Europejczyków raczej zaskakujący w odbiorze, przepełniony jest bogactwem wykończenia i wzorów - mówi Jarosław Wierzbicki, który w spółce zajmuje się projektowaniem i aranżacją wnętrz.

Po 15 minutach siedzenia lub leżenia człowiek jest w pełni zrelaksowany.

Uwagę zwiedzających przyciągał np. fotel menedżera: - Zrozumieliśmy, dlaczego taki mebel jest kultowym w gabinecie każdego dyrektora. Po 15 minutach siedzenia lub leżenia człowiek jest w pełni zrelaksowany. To fenomenalne urządzenie kosztuje w przeliczeniu ok. 9 tyś. zł - opowiada P. Droński. Pobyt w meblowej dolinie zapłodnił ich pomysłami. Bo choć Polska to nie Ameryka z jej przestrzeniami, również mieszkalnymi, to i u nas coraz więcej jest osób chętnych na aranżacje wnętrz z rozmachem. - Dla klienta w Szczecinie robiłem dom o powierzchni 850 m kw., więc taki rynek już u nas jest - dodał J. Wierzbicki.

Back to menu